Zagadka synchroniczności

Tajem­nicze sek­wencje zdarzeń, serie spójnych incy­den­tów, łańcuch pokrewnych zależności… Co sprawia, iż mają sens i logikę, pozostaw­ia­jąc nas w przeświad­cze­niu, że są wynikiem głębok­iego namysłu jakiejś wyższej od nas Siły?


Mał­gorzata Stępień, 7/​2018

Gdy inten­sy­wnie pracu­jemy lub rozmyślamy nad jakimś prob­le­mem, nagle pojaw­iają się potrzebne nam infor­ma­cje: a to trafi­amy na przy­datny z tego punktu widzenia artykuł w gaze­cie czy pro­gram w telewizji, a to na książkę w księ­garni, czy osobę, która ma na ten temat coś ciekawego do powiedzenia. Często też dostrzegamy, że pewne epi­zody, niczym za dotknię­ciem czar­o­dziejskiej różdżki – uruchami­ają łańcuchy zdarzeń, które spaja jakiś misty­czny mech­a­nizm. Rodzinne tragedie, które dotykają kole­jne pokole­nia, te same nazwiska, łączące niespokrewnionych uczest­ników zajś­cia, symu­lacje, sta­jące się rzeczy­wis­toś­cią, wyroki losu, które cza­sowo daje się odroczyć… Co powoduje ów efekt dom­ina: uru­chomiony nieświadomie kod dostępu do gen­er­a­tora losu, akty­wu­jący zapis przez­naczenia, czy też swoisty błąd matrixa?

Ślepy traf czy ukryty wzorzec?

Poję­cie syn­chron­iczności stworzył szwa­j­carski psy­chi­a­tra i gnos­tyk Carl Gus­tav Jung (18761961). W jego opinii w mech­a­nizmie zachodzenia na pozór niezwiązanych ze sobą wydarzeń, łamią­cych rachunek praw­dopodobieństwa, ich zaskaku­jąca zbieżność nie wynika z prostej przy­czyny i skutku. Ogniwa takiego łańcucha incy­den­tów są nazy­wane koin­cy­dencją, przez innych – zbiegiem okoliczności. Jed­nak pod­czas gdy to ostat­nie określe­nie wskazuje na zupełną przy­pad­kowość, syn­chron­iczność zakłada, że u pod­staw wszelkiego ist­nienia i dzi­ała­nia leżą pewne praw­idłowości, których nie potrafimy zdefin­iować. Przy­pom­ina to rezo­nans, jaki w 1665 roku zaob­ser­wował holen­der­ski uczony: w pokoju pełnym zegarów z wahadłami kołyszą­cymi się w różnym tem­pie, wszys­tkie wkrótce zaczną kołysać się w iden­ty­czny sposób do tego, które uru­chomiono jako pierwsze.

Przeglą­daj SPIS TREŚCI numeru 7/​2018

Przykła­dem wspom­ni­anych koin­cy­dencji, w dodatku dwustop­niowych, jest niezwykła his­to­ria, jaka przy­darzyła się słyn­nemu aktorowi Anthony’emu Hop­kin­sowi (ur. 1937). W lat­ach 70. XX wieku przyjął propozy­cję roli Kostii w fil­mowej adap­tacji powieści Dziew­czyna z Pietrowki, napisanej przez George’a Feifera. Otrzy­mał sce­nar­iusz, próżno jed­nak szukał książki, która pomogłaby mu zrozu­mieć charak­ter granej postaci. W trak­cie bezowoc­nej wędrówki po londyńs­kich księ­gar­ni­ach i antyk­wari­at­ach, aktor znalazł się na stacji metra Leices­ter Square. Ku swemu zdu­mie­niu na jed­nej z ławek dostrzegł… egzem­plarz poszuki­wanej książki, upstr­zony odręcznymi uwagami na mar­gin­e­sach Gdy wraz z ekipą fil­mową wyjechał za granicę na zdję­cia, poz­nał autora powieści, Feifera. Pis­arz był zden­er­wowany, gdyż pry­watny egzem­plarz powieści wraz z notatkami zgu­bił w Lon­dynie jego przy­ja­ciel. Ku szokowi obu panów okazało się, że była to właśnie książka przy­pad­kowo znaleziona przez Hopkinsa.

Już w XIX wieku niemiecki filo­zof i zwolen­nik reinkar­nacji Arthur Schopen­hauer (17881860) uważał koin­cy­dencje za odbi­cie cud­ownie ustalonej har­monii Wszechświata

To jedynie frag­ment artykułu Nieprzy­pad­kowo przy­pad­kowy przy­padek. Pełną wer­sję przeczy­tasz w 7/​2018 dostęp­nym także jako e-​wydanie.

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglą­darce. Więcej infor­ma­cji w Poli­tyce pry­wat­ności.