Płótno - opowieść o kontakcie z tamtym światem

Zwias­tunem najwięk­szej tragedii mego życia był pewien sen. Stałam w nim w swoim ogródku i zdzi­wiona patrzyłam na zao­raną w grubą skibę ziemię. Dlaczego jest tak niesamowicie czarna? — myślałam prz­er­ażona. - Nie było widać ani źdźbła trawy. Byłam zde­zori­en­towana.

Niez­nany Świat 2/​2015

Po jakimś cza­sie zauważyłam, jak z sąsied­niej dzi­ałki, nie­sione prą­dem powi­etrza, płynie lśniące, promie­ni­u­jące czys­toś­cią, białe płótno. Jego biel miała niewiele wspól­nego z tą, jaką znam — zaz­naczał się na niej delikatny odcień błęk­itu. Płynąc w powi­etrzu, lśniła blask­iem, jak odbite od dia­mentu wiązki światła. Zach­wycałam się cud­ownoś­cią tej materii.

Płótno przepłynęło przez ogrodze­nie i miękkim ruchem położyło się na czarnej ziemi mojej dzi­ałki. Chci­ałam je szy­bko zabrać, by się nie pobrudz­iło, ale nie zdążyłam. Usłysza­łam głos zmarłej mamy i obudz­iłam się.

Ten sen mocno zapadł w moją podświado­mość. Czułam, że nie wróży nic dobrego.

Zbliżał się ter­min porodu córki. Bałam się. Na szczęś­cie wszys­tko skończyło się dobrze. Córka i wnuczka wró­ciły szczęśli­wie do domu. Odetch­nęłam z ulgą. Strach nieco przybladł.

Mijały dni i tygod­nie. Powoli uspoka­jałam się.

Trage­dia wydarzyła się tak niespodziewanie, że omal mnie nie zabiła. Był 16 lutego 2012 r. (ponad 4 tygod­nie od fer­al­nego snu). Czekałam na córkę, która miała przy­jechać z maleńką, trzy­ty­god­niową wnuczką. Den­er­wowałam się, bo długo ich nie było. W pewnej chwili zadz­wonił telefon.

- No, jesteś­cie — powiedzi­ałam - Już schodzę. Pamię­tam tylko głos w słuchawce: - Mamo, Monika nie żyje. Minęło sporo czasu, zanim mój umysł zrozu­miał te słowa. Potem świat przes­tał istnieć.

Córka zmarła nagle na zator płucny. Jej ciało odnaleziono na klatce schodowej bloku, w którym mieszkała. Zanim upadła, zdążyła jeszcze położyć na posadzce córeczkę. W ten sposób ura­towała jej życie. Osie­ro­ciła drugie dziecko, 14-​letniego syna.

* * *

Często czy­tałam książki i tek­sty z pogranicza życia i śmierci. Byłam ciekawa, co jest po drugiej stronie. Przyz­naję, nie do końca wierzyłam, że ist­nieje. Dziś nie mam wąt­pli­wości: po tamtej stronie też jest życie. Umarli nadal egzys­tują, tylko w innym wymi­arze i w innej postaci. Kto wie, może w sposób bardziej realny niż my?

Kon­takt ze zmarłą córką rozpoczął się kilka dni po jej śmierci. Najpierw przyśniła się mojej siostrze. Mówiła, że ma małe dziecko, którym trzeba się zająć. Prosiła, aby się nim zaopiekowała. Sios­tra odparła, że nie może, bo daleko mieszka. Zapro­ponowała, by poprosiła mnie lub swego męża. Córka stwierdz­iła, że nas szuka, ale nie może znaleźć. Była zagu­biona i zdezorientowana.

Następny sen miał miejsce niedługo po tym. Zmarła córka znów przyśniła się mojej siostrze. Jechała row­erem (w cza­sie ciąży narzekała, że nie może nim jeździć). Zatrzy­mała się i chwilę z nią roz­maw­iała. Wyjaśniła, że się spieszy, bo ma jeszcze do prze­by­cia długą drogę. Była ubrana w czer­woną sukienkę, którą zawsze lubiła (sios­tra ją opisała).

Przeżyłeś coś podob­nego? Napisz do nas: Ten adres pocz­towy jest chro­niony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włącze­nie w przeglą­darce obsługi JavaScript.

Mnie pier­wszy raz przyśniła się miesiąc po śmierci. Ucieszyła się z naszego spotka­nia. Zaczęła coś mówić, a ja nic nie słysza­łam. Ponieważ bardzo chci­ałam się z nią porozu­mieć, krzy­cza­łam: - Moniko, nic nie słyszę! Po jakimś cza­sie zaczęła płakać i znikła.

W moim drugim śnie rozu­mi­ałam już, co do mnie mówi (telepaty­cznie). Zad­owolona i dumna rzekła: - Mam wylec­zone wszys­tkie zęby (rzeczy­wiś­cie kilka nadawało się do wyreper­owa­nia). Ucieszyłam się, mówiąc: - Pokaż. W sze­rokim uśmiechu zademon­strowała śnieżno­bi­ałe uzę­bi­e­nie. - Piękne — stwierdz­iłam. - A kto ci leczył? Odpowiedzi­ała: - Znasz tę den­tys­tkę. Wyraźnie wymówiła jej imię i nazwisko.

Obudz­iłam się. Pamię­tałam wszys­tko. A po chwili oga­r­nęło mnie prz­er­aże­nie. Prze­cież ta osoba od dawna nie żyje! Mieszkała w naszym mieś­cie, była stom­a­tolo­giem. Leczyłam u niej zęby. Tu, na ziemi, córka nie mogła jej znać!

Od dłuższego czasu trapił mnie pewien prob­lem, którego nie potrafiłam rozwiązać. Ze względu na to, że opowiadałam o nim córce przed śmier­cią, poprosiłam ją o pomoc. W niedługim cza­sie przyśniła mi się. Patrząc na mnie, powiedzi­ała tylko jedno słowo: - Załatwione. Wiedzi­ałam, o co chodzi. Od tamtego snu minęło pół­tora roku. Prob­lem nie powrócił.

Dalej. Był dzień imienin córki. Wstałam wcześniej, przed piątą. Chwilę z nią poroz­maw­iałam, przesłałam jej uczu­cie miłości. Potem mod­liłam się. Pamię­tam, że zasnęłam.

Zaczęła mnie wybudzać bliskość drugiej osoby. Czułam, że ktoś klęczy przy łóżku i delikat­nie obe­j­muje mnie za szyję. Gwał­townie obudz­iłam się. W ułamku sekundy, kątem oka, ujrza­łam znika­jącą część dobrze znanego, prawego prze­dramienia. Prz­er­ażona długo nie mogłam się poruszyć. Zori­en­towałam się, że leżę na brzegu łóżka. Pozy­cja ta świet­nie pasowała do wcześniejszego odczu­cia przytulania.

W tam­tym śnie miałam jasną świado­mość, że córka nie żyje. Byłam w swoim mieszka­niu. Niespodziewanie pojaw­iła się przede mną w przezroczys­tej kuli. Zaczęła coś mówić i znów nic nie słysza­łam. Znikła tak nagle, jak się pojaw­iła. Zarówno pojaw­ie­nie się i zniknię­cie mogłabym porów­nać do włączenia i wyłączenia światła.

(…)

Dodam, że wszys­tkie roz­mowy z nieżyjącą córką odby­wały się telepaty­cznie, czyli drogą wymi­any myśli, a opisane sny i odczu­cia okazały się niezwykle realne. W trak­cie sen­nych spotkań obie z siostrą miałyśmy uczu­cie rzeczy­wis­tego kon­taktu ze zmarłą. Po okre­sie żałoby sny przy­blakły i zmniejszyły swoją częstotliwość.

Lucyna D.

Międzyrzec Pod­laski

* Opowieść ukazała się w rubryce Dotknię­cie Niez­nanego z nr. 2/​2015 pod tytułem Prze­pustka.

W sprzedaży




Newsletter

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglą­darce. Więcej infor­ma­cji w Poli­tyce pry­wat­ności.