Spłacam dług

Spis treści

Krzysztof Kamiński

Niezwykła życiowa droga: od konserwowania zabytków do uzdrawiania ludzi. Elwira KrukLekarze Szpitala Wojewódzkiego w Rzeszowie często są świadkami szybkiego powrotu do zdrowia pacjentów w ciężkich stanach, którym pomogła Elwira Kruk.

O uzdrowicielce wiedzą nie tylko mieszkańcy tego miasta. Po ratunek przyjeżdżają do niej ludzie z różnych stron Polski, a często także z innych krajów. Dopiero od niedawna ma własną stronę internetową, a w ciągu 20 lat pomogła w odzyskaniu zdrowia niezliczonej liczbie chorych. I przede wszystkim oni rozsławili jej zdolności.
Typowy biurowiec w centrum Rzeszowa z wieloma szyldami przy wejściu. W pokoju, gdzie przyjmuje Elwira Kruk znajduje się niewiele sprzętów: biurko, dwa krzesła, narożnik, szafka. Na jednej ścianie wiszą krzyż i obraz cierpiącego Chrystusa, na drugiej dyplomy. Jedynymi ozdobami są małe figurki aniołków i płonąca świeczka. Za to osoba przyjmująca w tym gabinecie okazuje się nietuzinkowa.
Studiuję certyfikat Stowarzyszenia Radiestetów i Bioenergoterapeutów "Biorad" we Wrocławiu oraz świadectwo czeladnicze Izby Rzemieślników i Przedsiębiorców w Kielcach, potwierdzające uprawnienia gospodyni do wykonywania zawodu w dziedzinie radiestezji i bioterapii.

Zanim wzięłam udział w kursach, sama dochodziłam do wszystkiegoElwira Kruk uprzedza moje pytanie. – W ich trakcie zapoznawałam się z technikami pracy, ale z tego, co tam słyszałam, wiele rzeczy znałam już wcześniej. Zdobyłam uprawnienia, bo takie są wymogi rynku, jednak najlepsze świadectwo wystawiają mi ludzie, którzy odzyskali zdrowie.

Doświadczenie cierpienia

Pracowała zawodowo jako konserwator zabytków. Do dziś zresztą ta tematyka oraz historia są jej ulubionymi dziedzinami. Podobnie jak w przypadku wielu terapeutów powodem zwrotu w jej życiu okazała się ciężka choroba. Lekarze stwierdzili stwardnienie rozsiane i padaczkę. Leżała przykuta do łóżka i wszystkim się zdawało, że już z niego nie wstanie, nie odzyska sprawności. Medycyna akademicka ani żadne inne zastosowane metody nie pomagały.

Przez 6 lat cierpiałam niesamowite ataki bólu głowy; aż gryzłam ręce do krwi. Korzystałam z pomocy zielarza z Warszawy, Stanisława Nardellego brałam też mikroelementy doktora Podbielskiego. Mój stan, według lekarzy, był bardzo ciężki, dawali małe szanse na wyzdrowienie. Rodzice przygotowywali mnie na to, że muszę nauczyć się żyć z moimi dolegliwościami. Ja jednak, ponieważ należę do ludzi głęboko wierzących, ufałam, że Pan Bóg mnie wysłucha i wrócę do zdrowia. Gorąco się o to modliłam się.
Któregoś dnia obudziłam się bez bólu głowy, ustąpiły też inne objawy. Uważam, że zostałam uzdrowiona w nadzwyczajny sposób, bo zdarza się nieczęsto tak szybkie i całkowite cofnięcie tego rodzaju chorób. I to właśnie stało się motywacją dla mojego przyszłego działania. Chciałam po prostu w ten sposób podziękować Opatrzności za moje wyzdrowienie.
Od pewnego zakonnika usłyszałam, że mam w sobie dużo dobrej energii i powinnam się nią dzielić. Kolejnym szczególnym momentem stały się dla mnie rekolekcje w sanktuarium maryjnym ojców dominikanów w Borku Starym, kiedy poczułam wielką chęć niesienia innym pomocy.

Została uzdrowicielką, a jej dawne kłopoty zdrowotne bezpowrotnie minęły. Wyszła też za mąż i urodziła dwóch synów. Pamięta, że przed 20 laty jej pierwszymi pacjentami byli rodzice – ojciec, po wylewie i z kamieniami nerkowymi oraz matka z dolegliwościami sercowymi. Pomogła obojgu. Wśród uleczonych znalazł się także ojciec jej znajomego, cierpiący na niedowład ręki. W trakcie zabiegu chciał pokazać, jakiego ruchu nie może wykonać i zademonstrował zdejmowanie swetra. Sam był zaskoczony, gdy tym razem udało mu się bez przeszkód podnieść rękę.
Sąsiedzi długo nie wiedzieli o zdolnościach Elwiry Kruk. Na co dzień widzieli ją w sytuacjach nie wyróżniających znajomej spośród innych kobiet: praca, dzieci, zakupy. Aż kiedyś przeczytali o niej w gazecie. Sąsiadka, chcąc sprawdzić umiejętności terapeutki, zapytała:

Czy może pani powiedzieć, co mi dolega?
Tarczyca i nerwica – usłyszała.
Skąd pani to wie? – nie kryła zaskoczenia kobieta.
Bo czuję – wyjaśniła pani Elwira.

Pomocne dłonie

Działaniu uzdrowicielki właśnie poddała się Maria z Rzeszowa. Proszę ją o opisanie wrażeń po zabiegu.

Ręce pani Elwiry nie dotykały mnie, a mimo to czułam je na sobie. Przeżyłam bardzo przyjemne doznanie. Jakby coś się ode mnie odrywało. Momentami występowało całkowite rozluźnienie, taki „odlot”. Może to samoczynna regulacja organizmu? Ustąpiły mi bóle żołądka.

Maria zjawiła się w gabinecie healerki z mężem i synkiem Danielem, którego nerwowość budziła obawy rodziców. Zamierzali pójść z nim do psychologa, najpierw jednak zdecydowali się na wizytę u Elwiry Kruk. – Nawet jeśli nie pomoże, to również nie zaszkodzi – orzekli. Po kolejnej wizycie matka chłopca nie posiada się z radości, gdyż korzystne zmiany u chłopca są aż nadto widoczne.
Obserwuję pracę terapeutki z kolejną pacjentką. Najpierw obejmuje dłońmi jej głowę, potem inne części ciała, przesuwa ręce w dół, w górę, na boki. Cały czas skupiona, momentami rozmawia z kobietą. Mówi, że sama wyczuwa, czy następuje poprawa, wie, kiedy skończyć zabieg i czy należy umówić się na następny.

Każde moje oddziaływanie rozpoczynam od krótkiej modlitwy, polecając pacjenta mocy Boga. Jestem przekonana, że tam musimy szukać źródła wszelkich uzdrawiających mocy, zarówno ciała, ducha, jak i umysłu – napisała Elwira Kruk na swojej stronie internetowej.
– Moja metoda polega na stawianiu małych kroków. Nie przekonuję chorych, żeby czekali na wielkie efekty – objaśnia. – Niech nastąpi choćby jeden. Jeśli po pierwszych zabiegach odczują różnicę, potem znikną kolejne objawy schorzeń. Niektórzy mówią, że już po pierwszym spotkaniu ze mną lepiej się czują, znajdują pracę, poprawiają się ich relacje z innymi ludźmi.

Jeden z byłych rektorów rzeszowskiej uczelni, któremu Elwira Kruk przywróciła zdrowie, zwierzył się uzdrowicielce: – Dzięki pani omija mnie zło, jakie miało mnie spotkać. Miał na myśli to, że w jego rodzinie, jakby na skutek jakiejś klątwy, od czterech pokoleń powtarzały się przypadki przedwczesnych zgonów tych osób spośród rodzeństwa, które urodziły się w drugiej kolejności. On był właśnie tym drugim. Gdy wcześniejszy czarny schemat w jego przypadku nie spełnił się, pacjent skojarzył ten fakt z poznaniem niezwykłej kobiety.
Nigdy nie chwali się, że leczy wszystko, nie uznaje też zbiorowych seansów i nie wypytuje przychodzących o ich choroby. Sama wyczuwa źle funkcjonujące lub osłabione organy.

Z jej własnych obserwacji wynika, że często jest w stanie pomóc w przypadkach takich chorób, jak: białaczka, guzy piersi, nowotwory płuc, nerek, żołądka; schorzenia neurologiczne, niedowłady, bóle kręgosłupa i głowy, cukrzyca, nadciśnienie, niewydolność nerek, stany zapalne dróg moczowych, astma, duszności, alergia, nerwice, depresje, niegojące się rany, bezpłodność, impotencja.
Od czasu do czasu jest wzywana do pacjentów przywiezionych na szpitalny oddział reanimacji. Działa wówczas na nich, a wszyscy obecni, w tym personel medyczny, są świadkami nagłego powrotu sił witalnych u chorych.
Mówi anestezjolog ze Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie Marta Kwiatkowska (wypowiedź autoryzowana):

Parokrotnie byłam świadkiem wezwania na OIOM pani Elwiry i na własne oczy widziałam u pacjentów poprawę krążenia krwi, unormowanie ciśnienia, odzyskanie przytomności. Nieprzytomni nie wiedzą, co jest przyczyną zmiany ich stanu. W większości cierpieli na uszkodzenia mózgu, drgawki, niewydolność krążenia. Po zabiegach pani Elwiry ludzie ci budzili się. Jeden z chorych miał rozległe stłuczenie mózgu, a pod jej wpływem wrócił do zdrowia, a potem także do pracy. Inny poszkodowany, przywieziony z wypadku z niedotlenieniem mózgu, naszym zdaniem nie do uratowania, poddany działaniu pani Elwiry, obudził się, wyzdrowiał i został wypisany ze szpitala. Rodziny pacjentów pytają nas, czy mogą wezwać uzdrowicielkę. Nigdy nie zabraniamy.

Proszę lekarkę o ocenę tych zjawisk z punktu jej wiedzy. W odpowiedzi słyszę:

To coś innego niż medycyna. Działa przypływ jakiejś energii do komórek. Coś w tym musi być, a my nie potrafimy tego nazwać.

Elwirę Kruk od dawna zapraszają do rzeszowskiego szpitala także rodzice dzieci chorych na białaczkę. Zapamiętała m.in. taki przypadek. Zbiegająca po schodach mała pacjentka dziwnie się jej przyglądała. Po powrocie do domu spotkała kobietę wychodzącą z klatki schodowej jej bloku. Właśnie poszukiwała uzdrowicielki. Przyjechała z Zakopanego, była matką dziewczynki chorej na białaczkę.
Razem poszły do szpitala. Tam okazało się, że jej córeczka jest właśnie tą, która w tak znamienny sposób przyglądała się uzdrowicielce. Pani Elwira spytała wówczas, dlaczego zwróciła na nią uwagę. Wzruszone dziecko opowiedziało swój sen, w którym Matka Boża pokazała jej młodą kobietę i powiedziała: – Spotkasz ją i ona cię uzdrowi.
Kobieta ze snu miała twarz Elwiry Kruk
A może tylko dziewczynce tak się wydało? Może najważniejsze, że w tym przypadku zabiegi spowodowały całkowite wyleczenie z choroby uznanej za wyjątkowo ciężką.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.