Metoda Lecieja, czyli leczyć skutecznie

Spis treści

Joanna Mierzejewska - NŚ 3/2013

Rozpiera go energia. Ale jednocześnie emanuje spokojem i poczuciem bezpieczeństwa. To pierwsze wrażenia ze spotkania. A przedtem list: Pan Eugeniusz to Uzdrowiciel przez duże U., mistrz bioenergoterapii. Uzdrawiającą moc energii w Kamiennych Kręgach wykorzystuje do leczenia chorych. To jego pomysł - napisała do redakcji wdzięczna pacjentka

Ma 62 lata i jest prezesem Stowarzyszenia Badań Kamiennych Kręgów w Gdyni. Od 2006 r. prowadzi też w Trójmieście Klub Przyjaciół Nieznanego Świata. Po raz drugi żonaty, ma dwie córki (starsza jest politologiem, młodsza filozofem). Także 14-letniego wnuka, który już wie, że pójdzie w ślady dziadka i 6-letnią wnuczkę.
Ta historia zaczęła się w grudniu 1982 roku. Eugeniusz Leciej był brygadzistą w dziale uzbrojenia w stoczni Marynarki Wojennej. 7-letnia Aneta, córka jego współpracownicy Wandy nagle wówczas zachorowała. Diagnoza brzmiała jak wyrok: rak kręgosłupa. Matka szukała pomocy wszędzie, u profesorskich sław, co kosztowało niemało. Oni jednak bezradnie rozkładali ręce.
Ojciec dziewczynki, pracujący na montażu przy budowie domów, brał dodatkowe zlecenia. Wąż od agregatu tynkarskiego pękł, wapno strzeliło prosto w oczy. Zamiast przemyć mu je zimną wodą, koledzy wsadzili chłopa do żuka i pojechali szukać pomocy. Jak dojechali do szpitala, nic już nie widział.
Rozpacz Wandy była podwójna. 20 stycznia 1983 r. poprosiła Lecieja o pomoc w przewiezieniu męża do kliniki. To wtedy – w szpitalnej sali – po raz pierwszy zetknął się z bioenergoterapią.

Niewielu ich było wtedy na Wybrzeżu... Janina Zawadzka, Marian Cieślewicz, o Harrisie się słyszało. Kiedy weszli do sali, w której leżał Stanisław, mąż Wandy, zobaczyli kobietę, trzymającą ręce nad głową 20-letniego chłopaka.
Co też ona robi? - pomyślał Eugeniusz. Wtedy spojrzała na niego i powiedziała:
Widzę, że to pana interesuje.
Owszem, a co pani robi? - zapytał.
Bioenergoterapię – odpowiedziała.
Bio... co?
Leczę tego chłopca. Ale później chciałabym z panem porozmawiać.
Kiedy wyszła z sali, wzięła jego ręce, popatrzyła na jedną, na drugą i stwierdziła:
Jak pan zaprzepaści ten dar, Bóg pana ukarze.

Lekarze nie dawali Stanisławowi szans na widzenie. W drodze do domu głośno rozpaczał. Już na miejscu, po wielu słowach pocieszenia, Eugeniusz postanowił powtórzyć gest kobiety ze szpitala. Coś mu mówiło, że tak trzeba. Wstał, uniósł ręce, a Stanisław zaczął krzyczeć: – Co ty mi robisz, oczy mi wypalisz!
Chwilę później Leciej stracił czucie w nogach, a Stanisław powiedział, która jest godzina. To był szok: widział. Wanda zemdlała.
To pierwsze widzenie trwało pół godziny.
Później Eugeniusz jeszcze kilka razy przykładał ręce, a Stanisław mógł oglądać świat coraz dłużej. W końcu kobieta zapytała, czy Leciej nie pomógłby Anecie.
Spróbował.
Pamiętam, objąłem jej szyjkę, trzymałem jak w klamrach i w pewnym momencie zwiesiła głowę... Przestraszyłem się, że umarła. Ale ona zasnęła. Spała 28 godzin, a jak się obudziła, krzyczała: – Jeść.
Był u nich ze swoją energią jeszcze 4-5 razy. Stanisław widzi. Nowotwór Anety zniknął.
Lekarze oniemieli.
To było jak rzut na głęboka wodę.
Wanda "rozkrzyczała" dobre wiadomości. Miał wątpliwości, ale coraz więcej ludzi przychodziło po pomoc. Nie umiał odmówić.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.