Nauczyciel samouzdrawiania

Spis treści

Maria Rojek

Andrzej RyńcaNależy do nietypowych uzdrowicieli, gdyż uczy pacjentów, jak sami sobie powinni pomagać w walce ze schorzeniami. Słowem: stawia na samouzdrawianie. W swoim dorobku ma przypadki pokonania nowotworów. Aby jednak terapia zakończyła się sukcesem, muszą zostać spełnione pewne nieodzowne warunki.

Andrzej Ryńca, bioenergoterapeuta i radiesteta z ponad dwudziestoletnim stażem przed laty usłyszał, że bioterapia nie tylko nie pozwala uzdrowić chorego na nowotwór, lecz nawet przyspiesza rozwój choroby, zatem oddziaływanie energetyczne jest wręcz szkodliwe. Jego osobiste doświadczenia, wsparte wynikami badań laboratoryjnych, przeczyły tej tezie, jednak po namyśle doszedł do wniosku, że coś jest na rzeczy. Uważa mianowicie, że zabiegi bioenergoterapii mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego, jeśli zostaną za wcześnie przerwane.
Dlaczego tak się dzieje?
Aby wyjaśnić to zjawisko, trzeba poznać i zrozumieć metodę oddziaływania healera. Nasze ciało fizyczne jest nasycone bioenergią nazywaną niekiedy praną czy biopolem. Można je zatem przyrównać do gąbki nasączonej wodą. W przypadku osoby zdrowej bioplazma jest jak czysta woda. Natomiast u chorego energia życiowa została skażona (zanieczyszczona) – przypomina więc mętną, brudną ciecz.
W tej sytuacji nie wystarczy wstawić gąbkę pod strumień czystej wody. Najpierw trzeba ją wycisnąć, pozbawiając brudnej. Podobnie postępuje mój rozmówca: oczyszcza bioplazmę chorego, po czym daje mu zastrzyk (dawkę) swojej bioplazmy. Gdy procesy: oczyszczania pacjenta z chorej energii i przekazu energii uzdrowiciela przebiegają jeden po drugim, efekty lecznicze okazują się spektakularne.

Niestety, nierzadko bywa tak, że chory, doznawszy ulgi w cierpieniach, po kilku wizytach u bioterapeuty zaprzestaje kontynuowania kuracji. Wówczas nowotwór kontratakuje ze wzmożoną siłą, a efekt bywa tragiczny.
Zdaniem Andrzeja Ryńcy walkę z rakiem trzeba kontynuować aż do całkowitego wyeliminowania komórek nowotworowych. Chory musi mieć świadomość tego, że toczy bitwę z chorobą przy pomocy energii healera. Spotkania z uzdrowicielem muszą odbywać się regularnie, co kilka dni.
Szansa na wyeliminowanie nowotworu i powrót do pełni zdrowia jest szczególnie duża wówczas, gdy nie ma przerzutów. Tak stało się m.in. w przypadku 12-letniego chłopca, u którego wykryto guz w płucach. Po 2-3 wizytach nowotwór znikł.
Specjalnością Andrzeja Ryńcy są nowotwory mózgu. Niejednokrotnie udało mu się pomóc chorym nawet w trudnych, w zasadzie beznadziejnych, przypadkach.

Przykład pierwszy z brzegu. W Otwocku na oddziale onkologii leżał pacjent z nieoperowalnym guzem mózgu. Lekarze zrezygnowali z podawania chemii i radioterapii; wydawało się, że nie ma już ratunku. Chory odwiedzał warszawskiego healera przez dwa tygodnie. Po tych wizytach rak się otorbił, a ów mężczyzna żyje do dziś i ma się dobrze.
Andrzej Ryńca odnosi także sukcesy w przypadkach nowotworu sutka i mięśniaków.
Do niedawna był przekonany, że gdy nowotwór generuje przerzuty, nie można go już pokonać. Sądził, że zabiegi bioterapii jedynie przedłużają wówczas życie, czyniąc je znośniejszym. Jednak ostatnio odwiedza go 50-latek cierpiący na raka trzustki z przerzutami do wątroby. Chory czuje się coraz lepiej, markery spadły na łeb na szyję. Healer spodziewa się, że mężczyzna wróci do zdrowia.

Przyznaje, że nie każdemu jest w stanie pomóc. Dlaczego? Otóż, jego zdaniem, między uzdrowicielem i chorym istnieje związek, który można by określić jako powinowactwo energetyczne. Kiedy ma z nim do czynienia – zdrowienie następuje bardzo szybko. Przekonał się o tym, ratując z opresji znaną warszawską wróżkę, która, upadając ze słoikiem w rękach, wbiła sobie szkło w podbródek. Rana wyglądała brzydko i mocno krwawiła, po oddziaływaniu energetycznym Andrzeja Ryńcy zabliźniła się w półtorej godziny. Sam terapeuta był zdumiony tym rezultatem.
Innym razem ta sama osoba doznała urazu stopy. Pęknięte kości śródstopia zrosły się w jedenaście dni. U innej kobiety – po kilku dniach ustąpiły żylaki. Jednocześnie u wielu chorych żylaki nie poddają się leczeniu.
Gdy nie ma powinowactwa energetycznego, terapia musi trwać dłużej i nie zawsze przynosi upragnione wyniki. Największe problemy stwarzają schorzenia tarczycy.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.