Fenomen szamanizmu: obalanie mitów

Spis treści

O szamanizmie – depozytariuszu starożytnej wiedzy o energii, metodach terapii, transformacji i leczenia, a także roślinach poszerzających świadomość, indiańskich rytuałach i unicestwianiu Amazonii przez współczesną cywilizację, z czeskim biologiem i terapeutą Petrem Chobotem rozmawia Małgorzata Stępień

  • Wokół zjawiska szamanizmu narosło wiele mitów, a także celowych fałszerstw. Dlatego warto, aby nasza rozmowa posłużyła do skonfrontowania ich z rzeczywistością. Na początek wyjaśnijmy, że szamanizm nie jest formą religii, ale metodą wglądu: pewne jej elementy intuicyjnie stosował już Carl G. Jung. Dlatego szamańskie metody coraz częściej wykorzystuje się w psychoterapii – w Polsce robi to z powodzeniem Robert Palusiński. Oczywiście pewne wątki szamańskie istnieją w animizmie, podobnie zresztą jak i w wielu religijnych rytuałach, ale nie są to jednoznaczne pojęcia.

– Rzeczywiście, szamanizm – zwłaszcza w tej postaci, jaką poznałem w Ameryce Południowej – nie jest żadną ideologią, systemem wiary czy formą kultu. Ta metoda wglądu i jej techniki funkcjonują od tysięcy lat! Szamani nie bawią się także w żadne rozważania teoretyczne: to praktyka w czystej postaci, choć oparta na pewnej filozofii. Ale i ona wynika z szamańskich peregrynacji do Dolnego, Środkowego i Górnego Świata. Co więcej, szamanizm można traktować jako specyficzną naukę. W jej pozyskiwaniu wykorzystuje się różne metody, między innymi pewne czynniki biochemiczne, a wiedzę zgłębia się drogą mentalną, poprzez techniki zbliżone do hipnozy.

  • Relacje badaczy, którzy zdecydowali się w chacie szamana wypić ayahuaskę, dowodzą, że znaleźli rozwiązania dręczących ich problemów naukowych. Antropolog Jeremy Narby namówił trzech biologów molekularnych na wyprawę do amazońskiej dżungli. Jedna z genetyczek miała wrażenie, że sama stała się proteiną szybującą nad helisą DNA; dzięki temu zrozumiała znaczenie jej niekodujących fragmentów. W efekcie badacze biorący udział w tym niezwykłym eksperymencie zainteresowali się ayahuaską jako środkiem umożliwiającym poznanie praw przyrody: ich przełożenie na język nauki może umożliwić dokonanie fundamentalnych odkryć!

 Petr Chobot i... liana ayahuasca, która jest najbardziej tajemniczą rośliną dżungli amazońskiej– Tak, dlatego nie waham się nazywać szamanizmu alternatywną wiedzą. Plemienni czarownicy już na stulecia przed współczesną cywilizacją znali np. DNA, budowę komórek i narządów ludzkiego organizmu. Komunikacja między szamanem a uczniem następuje w postaci niewerbalnej: bezpośrednio z umysłu do umysłu, w postaci wizualizowanych obrazów lub symboli.
Swego czasu przywiozłem amazońskim szamanom kilka ezoterycznych książek. Jeden z nich, dotykając papierowych kartek, które pierwszy raz widział na oczy, stwierdził: "O, świetnie, to dobra rzecz do podcierania zadka"! Ja mu tłumaczę, że te małe znaczki to pismo, które się czyta. A on pyta, co to znaczy "czytać". Więc wyjaśniam, że najpierw ktoś zapisuje nimi swoją myśl, a potem inny człowiek je ogląda i w ten sposób poznaje myśli drugiego. W tym momencie szaman zaczął się potwornie śmiać! Nie sądził, że biali ludzie są tak prymitywni, że nie potrafią przesyłać sobie myśli bezpośrednio z umysłu do umysłu, jak Indianie!

  • Ty jednak mogłeś się z nimi w ten sposób porozumiewać, bo – oprócz hiszpańskiego i keczua – posługujesz się telepatią…

– Przeciętny człowiek traktuje taką umiejętność jako science fiction, ale telepatia jest przecież faktem naukowym potwierdzonym setkami eksperymentów. W moim przypadku wszystko zaczęło się w dzieciństwie, gdy z powodu problemów z sercem i oddychaniem trzykrotnie doświadczyłem śmierci klinicznej. Opuściłem wówczas ciało, doznając tego, co obecnie określa się jako OBE. Wkrótce okazało się, że postrzegam także aurę i odbieram ludzkie myśli! Podczas licznych, spontanicznych eksterioryzacji zacząłem poznawać inne, duchowe sfery. Niestety, wówczas – w latach siedemdziesiątych zeszłego wieku – w Czechach nie istniała na ten temat żadna literatura, nie mówiło się o takich doznaniach. Sądziłem więc, że jestem "szajbnięty".

  • Ale pewnie wykorzystywałeś te umiejętności w szkole: wiedziałeś, z czego przepytają cię nauczyciele, albo co będzie na klasówce…

Szaman Don Pedro na obrazie namalowanym przez swego ucznia. Widać istoty, które komunikują się z nim, a także aurę szamana i świat energii– Nie, nie! Nic z tych rzeczy. Już jako dziecko wiedziałem, że dla własnego dobra nie powinienem zdradzać tych umiejętności. O tym, że są one naturalne, chociaż nie u każdego dostatecznie rozwinięte, przekonałem się dopiero podczas studiów biologii, które rozpocząłem na praskim uniwersytecie. W ramach wymiany studenckiej z wielką niechęcią pojechałem do ówczesnego Leningradu – obecnie Sankt Petersburga – kontynuować naukę. Dziś jednak wiem, że zawiodło mnie tam jakieś "prowadzenie z góry": okazało się bowiem, że jako jedyny cudzoziemiec trafiłem do katedry akademika Leonida L. Wasiliewa, działającej na wydziale biologii pod szyldem fizjologii mózgu. A tam już od lat – zresztą pod auspicjami wojska – badano telepatię, jasnowidzenie, psychokinezę i inne paranormalne techniki. Zrozumiałem wtedy, że to nie ja byłem "nienormalny", ale system, który ukrywał prawdę o tych zjawiskach.

  • Mieliście tam jakieś "praktyki"?

– Tak, brałem udział w różnych eksperymentach. Najciekawsze jednak były wyjazdy do miejsc mocy. Jedną z takich bardzo silnych anomalii badaliśmy w Tadżykistanie, w pobliżu granicy z Afganistanem. Manifestowały się tam zjawiska, zaprzeczające prawom fizyki, stale widywano też pojazdy UFO. Radzieccy uczeni badali ich wpływ na ludzki organizm. Okazało się, że z miejsca tego korzystają żyjący w pobliżu islamscy mistycy – sufi, którzy fascynowali naukowców, ponieważ potrafili osiągać zmienione stany świadomości. Eksterioryzowali się wówczas i latali nad ziemią, posługiwali się też telepatią i jasnowidzeniem. Wspomniane miejsce służyło im za bramę do innych sfer – które można określić światami równoległymi – i kontaktu z egzystującymi tam bytami.

  • Czy sufi wykorzystywali jakieś szamańskie techniki?

Po wypiciu wywaru z tej liany można ujrzeć aurę. Tu przedstawiona jest aura samej liany– Owszem, podobne zresztą, jak na przykład w jodze. Ponadto wspomagali je roślinnymi substancjami halucynogennymi w postaci ruty stepowej (Peganum Harmala) czy pewnego rodzaju pokrzywy. Mieli swe tajne receptury, na podstawie których warzyli środek zwany przez nich suoma. Wspomaganie to nie było jednak tak intensywne, jak przypadku ayahuaski w Ameryce Południowej, chociaż pewne składniki w rodzaju dimetylotryptaminy (DMT) występują w obu środkach. Sufi wykorzystywali suomę głównie w pracy ze swymi uczniami, by uaktywnić u nich paranormalne umiejętności. Równie ważne były techniki autohipnozy. Warto jednak zaznaczyć, że sufi za swą misję uważali pomoc ludziom w łagodzeniu cierpień spowodowanych chorobami czy problemami egzystencjalnymi. I podobnie jest u amerykańskich szamanów. Niestety, z tego, co mi obecnie wiadomo, mistyków tych wytępili talibowie, a ich niedobitki, które przeżyły po tadżyckiej stronie Azji, nie mają następców. Młodzi nie garną się do tak specyficznej nauki…

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.