List otwarty Ewy Banaszkiewicz

List otwarty do Posłów, Sen­a­torów oraz Min­is­tra Spraw Wewnętrznych i Administracji


Szanowne Panie Posłanki i Szanowni Panowie Posłowie, Szanowny Panie Ministrze

Dwadzieś­cia lat prowadz­iłam Fun­dację Ani­mals, a w telewizji pod takim tytułem pro­gram, który zmienił świado­mość Polaków na temat przy­rody i zwierząt. Przez ten czas poz­nałam ukryty porządek poli­tyki związanej z ochroną przy­rody i dlat­ego ośmielam się napisać do was w dniu, w którym odbywa się kole­jne czy­tanie w Sejmie nowej ustawy o odpadach i Inspekcji Ochrony Środowiska. Uważam bowiem – z całkow­itą pewnoś­cią wynika­jącą z doświad­czenia całego mojego zawodowego życia – że: przyję­cie lub odrzuce­nie tej Ustawy zde­cy­duje o ist­nie­niu lub nieist­nie­niu Dzikiej Pol­ski.

Przy­roda jest naszym dziedz­ictwem ocalonym z cza­sów Komuny. Mimo że komu­nizm jako ide­olo­gia zale­cał walkę z przy­rodą, przetr­wała ona właśnie dzięki… sil­nym insty­tucjom.

Niestety, po ode­jś­ciu min­is­tra Szyszki, który mimo swo­jej katas­tro­fal­nej poli­tyki medi­al­nej nie odd­awał ani guzika z min­is­te­ri­al­nych kom­pe­tencji, zaczy­nają dziać się rzeczy niepoko­jące, na przykład przekazanie spraw wody Min­is­terstwu Żeglugi, dal­sze plany powierzenia lasów – resor­towi rol­nictwa, powi­etrza – Min­is­terstwu Cyfryza­cji itd.

UWAGA! To gen­er­alna zasada funkcjonowa­nia ucz­ci­wego państwa: W rękach tego samego pionu admin­is­tracji, która odpowiada za gospo­dar­cze wyko­rzys­tanie danych zasobów, nie powinna się znaleźć kon­trola tego pro­cesu (cytat z nagranej dla Ani­mal­sów wypowiedzi Władysława Stasi­aka, moim zdaniem urzęd­nika ide­al­nego – E. B.).

Dbał o to min­is­ter Jan Szyszko, mój „wróg” (my, Ani­malsi, wal­czyliśmy z nim przed laty o 60 wilków bieszczadz­kich, na odstrze­le­nie których wyraził zgodę, choć nasi eksperci z najwięk­szym pol­skim znawcą tych zwierząt i trop­icielem dok­torem Woj­ciechem Śmi­etaną twierdzili, że lik­widacja takiej ilości osob­ników zniszczy wszys­tkie watahy w Bieszczadach). O zakończe­niu tej wojny zade­cy­dowała, na naszą prośbę, Brigitte Bar­dot, prosząc o ura­towanie wilków prezy­denta Lecha Kaczyńskiego. Piszę „wróg” w cud­zysłowie, bo kiedy dowiedzi­ałam się o jego odwoła­niu, nie mogłam zas­nąć spoko­jnie – moje serce już wiedzi­ało, co wkrótce nastąpi. Serce wie – pow­tarzał św. Jan od Krzyża, mistyk katolicki. Ostat­nia rekon­strukcja rządu przyniosła bowiem rozwiąza­nia, które unices­t­wią Dziką Pol­skę. Wyko­rzys­tu­jąc zmi­any per­son­alne, „znien­acka” (i to jest ten „ukryty porządek poli­tyki”) zabrano z Min­is­terstwa Środowiska wodę do Min­is­terstwa Żeglugi – co z całą oczy­wis­toś­cią oznacza, że będziemy mieli (jak w Holandii) zabetonowane rzeki. I nikt w prasie nie zaprotestował; w prasie, która miesią­cami rozpisy­wała się na temat odstrze­le­nia jed­nego bażanta.

Nat­u­ralne cieki wodne i dzikie brzegi to pod­stawa naszej, słyn­nej w Europie bioróżnorod­ności! Unices­t­wia się ją zami­ast stworzyć turystykę eko­log­iczną dla Zachodu! I… cisza. Woda jest pod­stawą wszys­t­kich ekosys­temów, a trzeba wiedzieć, że koniec ekosys­temów to koniec cywiliza­cji, co udowod­nili swoimi, sławnymi na całym świecie bada­ni­ami naukowcy ze Stanfordu.

Tego dnia, który zde­cy­duje o Dzikiej Polsce, a może i o losach naszej, rząd­zonej przez mamonę cywiliza­cji (myślę o dniu, w którym wody przeszły do Żeglugi), nowemu min­istrowi Kowal­czykowi zor­ga­ni­zowano wokół gmachu man­i­fes­tację z udzi­ałem starych myśli­wych, czyli, mówiąc otwar­cie, starych ubeków (młodzi już odd­zielili się od tej grupy interesów). Kiedy znalazłam się w pobliżu min­is­terstwa, poczułam się jak w filmie Barei: uzbro­jone w strzelby, prze­brane w kurtki moro staruchy okupowały budynek. Znane sprzed lat pro­pa­gandowe chwyty dla odwróce­nia uwagi opinii pub­licznej. I rzeczy­wiś­cie – żadna gazeta nie napisała o zabra­niu wody do Min­is­terstwa Żeglugi!

Dlat­ego przewiduję, że niedługo całkowicie upodob­n­imy się do Zachodu, gdzie pojaw­ie­nie się wilka stanowi dla mediów sen­sację: zas­trzelić go czy prze­go­nić do Pol­ski? Dotrze do nas roz­pac­zliwa moda nocow­a­nia w lesie, zami­ast powrotu do rodziny po ciężkim dniu pracy w kor­po­racji, po udręcze­niu umysłu komórkami i lap­topami. Na brze­gach rzek w Holandii nie lądują już dzikie ptaki, bo brzegi zostały tam zabetonowane. W drodze do Pol­ski zatrzy­mują się na polach, gdzie niszczą cenne uprawy, dlat­ego są łapane w sieci i… gazowane. Mam to zare­je­strowane na filmie, gdyby ktoś miał wątpliwości.

Takie przykłady sza­leństwa współczes­nej cywiliza­cji Zachodu w niszcze­niu w imię nieusta­jącego dobrobytu tego, co nazy­wamy dziką przy­rodą, mogłabym przy­taczać w nieskończoność.

Dlat­ego z poziomu serca prze­chodzę na poziom umysłu i zadaję pytanie: Czy Państwo Pol­skie dobrze chroni przy­rodę ojczystą? – zgod­nie z zapisem artykułu 5 naszej Kon­sty­tucji, który głosi: …aby przyszłe pokole­nia odziedz­iczyły po nas nie gorszy stan przy­rody niż ten, z którego myśmy mieli szczęś­cie się cieszyć. Tu znów odwołuję się do miłości, naw­iązu­jąc do myśli prze­wod­niej mojego listu Bóg jest Życiem in se, bo tylko na poziomie miłości możemy się porozumieć.

Nie ma innego wyboru: Bóg albo mamona.

I to Wy go dokonacie!

Modlę się, byś­cie głosowali z poziomu serca. Zwierzęta bowiem są czymś więcej niż mech­a­nizmy, jak tego chcieli New­ton czy Kartezjusz, na których naukach opar­liśmy naszą cywilizację.

Kiedy pod­czas real­iza­cji mojego filmu z przy­wołanym już dzisiaj dok­torem Woj­ciechem Śmi­etaną tropiłam wilki w Bieszczadach, usłysza­łam od niego his­torię miłości Dwernika i Łopi­enki – pary wilków Alfa: Kiedy Dwernik nie mógł się dobudzić po środ­kach nasen­nych danych mu przez obrożu­ją­cych go naukow­ców, na ich oczach z lasu wyłoniła się Łopi­enka i przyszła po swo­jego part­nera, przeła­mu­jąc odwieczny lęk przed człowiekiem. A strach może być poko­nany tylko przez miłość! Pamię­tam, co do kamery powiedział wtedy Wojtek – niezwykle racjon­alny naukowiec: – Aż włosy stanęły mi dęba na rękach, kiedy to zobaczyłem. Wilczyca pod­biegła do leżącego Dwernika, ale uciekła na nasz widok. Potem przyszła drugi raz, a my stal­iśmy jak skamie­nieli, i otarła się o jego leżący na ziemi bok. Znowu uciekła, patrząc na nas, swoich odwiecznych wrogów… I znów się o niego otarła. Wtedy on wstał. Roze­jrzał się powoli i ruszył za nią na bardzo chwiejnych nogach. A ja drżałem z niepokoju, bo bałem się, że się przewróci, kiedy razem szli na grani…

Rok potem, kiedy real­i­zowałam film o niedźwiedzi­ach tatrza­ńs­kich, inny bardzo racjon­alny naukowiec, dok­tor Tomasz Zwi­jacz Koz­ica opowiedział mi his­torię macierzyństwa niedźwiedz­icy Siwej, która dała światu trójkę maluchów, w tym jed­nego niepełnosprawnego, o połowę mniejszego niż pozostałe. Potem zaś sama zobaczyłam, jak troszczyła się o niedźwiadka, wal­iła go ciężką łapą w zadek, by co chwila wbie­gał na szczyt drzewa i… podrósł.

Święta miłość part­ner­ska wilków i święta macierzyńska miłość niedźwiedzicy.

Dopiero wtedy naprawdę zrozu­mi­ałam, co miał na myśli pro­fe­sor Zbig­niew Mirek, dwukrotny prze­wod­niczący Państ­wowej Rady Ochrony Przy­rody, pisząc w warsza­wskiej gaze­cie, że Tatry są święte.

Panie i Panowie Posłowie, Panie Min­istrze Spraw Wewnętrznych, miłośnicy Dzikiej Pol­ski boją się, że to Pan będzie staw­iał najwięk­szy opór prze­ci­wko wprowadze­niu Ustawy. Macie szansę ocalić to, co święte!

A teraz jeszcze raz, ostatni, wróćmy na poziom umysłu.

Reforma pre­miera Buzka pozbaw­iła mocy państ­wowe insty­tucje zaj­mu­jące się ochroną. Obec­nie, po ode­jś­ciu min­is­tra Szyszki, restruk­tu­ryza­cja zmierza w tym samym kierunku. Dzieje się tak również z powodu rozbi­cia insty­tucji kon­trol­nej – Inspekcji Ochrony Środowiska, „zbro­jnego ramienia” min­is­terstwa, która – za sprawą wspom­ni­anej sławet­nej reformy pre­miera Buzka – całkowicie straciła moc, czego dowodzi niedawny skan­dal z pożarami śmieci.

Mogłabym takie przykłady sza­leństwa współczes­nej cywiliza­cji Zachodu w niszcze­niu tego, co nazy­wamy dziką przy­rodą (w imię nieusta­jącego wzrostu eko­nom­icznego), przy­taczać w nieskońc­zoność, ponieważ pod­czas 20 lat real­iza­cji Ani­mal­sów i filmów doku­men­tal­nych wszys­tko poz­nałam z autop­sji, na przykład z bliska fil­mu­jąc we Włoszech myśli­wych, którzy co roku strze­lają do powraca­ją­cych do Pol­ski bocianów: chudych i śmiertel­nie zmęc­zonych, bo pod­czas przelotów nad morzem przedzier­ały się przez lodowate chmury. Ale nie chcę już pobudzać naszych i tak udręc­zonych serc, dlat­ego wracam na poziom umysłu i pow­tarzam pytanie: Czy Państwo Pol­skie dobrze chroni przy­rodę ojczystą, aby przyszłe pokole­nia odziedz­iczyły po nas nie gorszy stan przy­rody niż ten, z którego myśmy mieli szczęś­cie się cieszyć?

/…/ Zanikanie gatunków jest spowodowane przede wszys­tkim niewłaś­ciwą gospo­darką wodną, potem rolną, ener­gety­czną, trans­portową i planowaniem przestrzen­nym. Tworze­nie zami­ast tego rez­er­watów, żeby chronić przy­rodę to kole­jny żart (czyli odwróce­nie uwagi opinii mediów) w stylu bażanta.

To chyba jasne, że kon­trolowanie pesty­cy­dów, GMO i nawozów powinno pozostać w Min­is­terst­wie Środowiska, a nie prze­chodzić do resortu rol­nictwa, jak się planuje.

Już teraz, po roz­drob­nie­niu Inspekcji i pod­porząd­kowa­niu inspek­torów lokalnym wład­zom, czyli wyr­waniem im pazurów, obser­wu­jemy całkow­itą bezsil­ność państwa wobec przestępstw prze­ci­wko Naturze. Przykła­dem państ­wowej niemocy wobec zakładów-​trucicieli jest słynne śmiet­nisko o nazwie Radiowo na obrzeżach Warszawy, którego nie można zamknąć z powodu ciągną­cych się latami pro­ce­dur prawnych. A ludzie umier­ają. Mieszkałam niedaleko – budząc się rano, czułam w powi­etrzu kwas i chemię. Przeprowadz­iłam się więc w Tatry. Takich przykładów, jak Radiowo, mogłabym podać mul­tum. Dlat­ego nie gło­su­j­cie prze­ci­wko Życiu in se, bo to życie wasze i waszych dzieci.

Jeżeli nie zespoli się Inspekcji do spraw Ochrony Środowiska – Państwo Posłowie i Panie Min­istrze – to sianie śmierci nadal będzie trwało. Ostat­nie skan­dale na całą Pol­skę z pożarami śmieci są najwymown­iejszym przykładem.

Dlaczego wymieniam właśnie Pana, Min­is­tra Spraw Wewnętrznych? Serce mi pod­powiada, że może być Pan prze­ci­wny zespole­niu inspekcji, obaw­ia­jąc się osła­bi­enia włas­nego urzędu, poprzez zabranie inspek­torów woje­w­odom, a dokład­niej: nie zabranie, a przy­wróce­nie sytu­acji sprzed lat – powrót sil­nej, zin­te­growanej (scen­tral­i­zowanej) państ­wowej służby broniącej środowiska.

Każda władza przemija, Panowie (pre­miera Buzka też), i… jest tylko zbro­jnym ramie­niem (zacy­tuję jeszcze raz Bib­lię), jeśli nie broni fun­da­men­tów Życia.

Pro­jekt Ustawy o Inspekcji, który macie w ręku i nad którym będziecie głosować, oznacza ponowne zespole­nie, inte­grację służb. Przy­wróce­nie im pazurów! Dlat­ego z nies­makiem czy­tałam w Gaze­cie Wybor­czej skierowany prze­ci­wko temu pro­jek­towi artykuł Policja Szyszki przyjdzie nad ranem. Mogę go sko­men­tować tylko jed­nym zdaniem: po owocach ich poz­na­cie… I nie chcę tu naw­iązy­wać do poli­tyki, tylko do tego, co widzę z okien swo­jej bacówki. Przez przecinkę lasu idzie sar­nia matka. Widać, jak ostrożnie ogląda wszys­tko wokół. Stąpa na pal­cach, z wyostr­zoną świado­moś­cią, powoli, a potem ogląda się i z lasu wychodzą jej dzieci, maleńkie sarenki. Wiecie, jak wyglą­dają – jak cud i dar od Boga, jak wszys­tkie dzieci, które są darem Jego miłości dla nas. I wtedy pada strzał kłusownika.

A ja, wbrew Najmą­drze­jszej z Gazet, marzę o policji Szyszki, która przy­chodzi nad ranem.

Mimo kon­flik­tów z pro­fe­sorem Szyszką całkowicie rozu­miem jego decyzję powrotu do starych struk­tur inspekcji i uzbro­je­nia jej przed­staw­icieli, którzy wchodzą do lasu, gdzie gra­sują kłu­sown­icy. Straż łowiecka i rybacka naprawdę niewiele dzisiaj znaczą.

Nowa ustawa, którą dostal­iś­cie do pier­wszego czy­ta­nia, przy­wraca sprawd­zony stan sprzed lat, z okresu pier­wszej trans­for­ma­cji, zanim nie weszła reforma Jerzego Buzka. Osłabioną przez niego inspekcję próbuje się teraz przek­sz­tał­cić w agencję w stylu amerykańskim – struk­turę, która doprowadz­iła do odbu­dowy Parku Yellowstone.

I znów: po owocach ich poz­na­cie. To najlep­sze kry­terium Prawdy.

A owoce związane z inspekcją w starej, prze­jętej od komuny struk­turze były przed laty bardzo bogate! W okre­sie pier­wszej trans­for­ma­cji udało się bowiem Inspekcji Ochrony Środowiska uwol­nić nas od wielu tru­ci­cieli z okresu Pol­ski Ludowej, z radzieckimi bazami włącznie. Jej najwięk­szą siłą było zespole­nie.

Prawie każdego dnia ze szczytu góry w Tatrach, gdzie mieszkam, słyszę gdzieś w lesie jeden strzał. Tak zachowują się kłu­sown­icy. Strze­lają raz i odchodzą. A zwierzę kona kilka godzin. Ta mała sarenka, która szła za matką jako pier­wsza też tak kon­ała! Mam to sfilmowane!

Dlat­ego właśnie inspek­torzy muszą być uzbro­jeni! Musi ist­nieć Policja Eko­log­iczna. Jeśli nie Szyszki to Kowal­czyka. Koniecznie. Bo dopiero potem, kiedy nikt nie inter­we­ni­uje, kłu­sown­icy bezkarnie zabier­ają łup…

Dlat­ego właśnie jeszcze raz zwracam się do Min­is­tra Admin­is­tracji o szanse dla Dzikiej Pol­ski – Pana szczegól­nie proszę o mądre roz­pa­trze­nie i postanowie­nie w tej sprawie. Zgod­nie z Pańskim sercem!

Ewa Banaszkiewicz

PS: I znów Życie in se dopisało do mojego listu pointę.

Kiedy rano, po nieprzes­panej (z powodu odwoła­nia mojego „wroga”) nocy wysi­adłam na Dworcu Cen­tral­nym w Warsza­wie, w samym środku piekła (z powodu hałasu, którego mój góral­ski umysł już nie może znieść) otoc­zonego przez ciemną, złowrogą, stalowo-​szklaną, nieprzy­jazną ludziom architek­turę (zewnętrzne real­iza­cje naszych wewnętrznych stanów?), w hałasie nie do opisa­nia, od którego serce dostaje mig­ota­nia przed­sionków, usłysza­łam nagle… śpiew słowika. Przy­pom­ni­ałam sobie z kalen­dar­ium zdję­ciowego Ani­mal­sów, który cią­gle mam w głowie, że to ostatni dzień jego godów. Jego trele ponad całym piekiel­nym zgiełkiem unosiły się siłą miłości. A miłość ma najwięk­szą moc. Zaczepiłam młodych ludzi, wpa­tr­zonych w swoje komórki jak w święte obrazki. Niechęt­nie pod­nosili głowę znad szk­lanych ekranów: – Słowik? Prawdziwy? Niemożliwe, to nagranie.

Chci­ało mi się wyć – jak wilkom do księżyca, tym bardziej, że ten, jak na zawołanie, wzeszedł właśnie nad Dworcem Cen­tral­nym i śmiał się do mnie od ucha do ucha. Śmiał się z tego, co widział, przede wszys­tkim z krzy­wej architek­tury, ale ja led­wie pow­strzymy­wałam płacz. Bo te dzieci­aki – komórkowce, uza­leż­ni­a­jące swój umysł z powodu braku kon­tak­tów z Naturą – nigdy w nor­mal­nym środowisku nie spotkają wilków, bocianów, przy­latu­ją­cych z ciepłych kra­jów gęsi, nigdy nie zaz­nają rozkoszy obserwacji macierzyństwa niedźwiedz­icy Siwej! Nie poczują Miłości, czyli Boga, i muszą się schronić w uwarunk­owa­ni­ach cywiliza­cji, którą rządzi mamona: w komórkach, internecie, face­booku itp.

Dlat­ego ośmieliłam się napisać do was, Panie Posłanki, Panowie Posłowie oraz Panie Min­istrze. Prze­cież takie będą również wasze dzieci i wnukowie!

W Piśmie Świę­tym powiedziano, że dwa Znaki są ważne. Tego samego wiec­zora, niezwykłym zbiegiem okoliczności, bo w moim wieku nie chodzę już do dyskotek, znalazłam się w jed­nej z nich w towarzys­t­wie młodego górala, Janusza Bach­ledy, sprzedawcy oscyp­ków, który umówił się tu ze mną, byśmy jego samo­cho­dem razem wracali w góry. I znów zobaczyliśmy wszys­t­kich osobno – nikt nikogo nie podry­wał, nie prosił do tańca. Kobi­ety i mężczyźni odd­ziel­nie tkwili w… komórkach. Góral nie wytrzy­mał: – Chłopaki – krzyknął – komórką dzieci nie zro­bi­cie! Komórka to nie kuśka!

A ja pomyślałam: czy tak zaczyna się KONIEC?


W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglą­darce. Więcej infor­ma­cji w Poli­tyce pry­wat­ności.