„Strzeżcie Janka” - niezwykła przestroga z zaświatów

W 1985 r. byłam w odwiedz­i­nach z pię­cioipółlet­nim wów­czas synem oraz mamą u mojej ciotki (ciotecznej babki). Rodz­inę tę spotkała w okre­sie dwóch lat seria nieszczęść – zmarło w niej trzech mężczyzn: mąż mojej ciotki, jej syn i zięć.


Niez­nany Świat 8/​2017 *

W domu – bliź­ni­aku mieszkały więc trzy wdowy, tj. moja ciotka, jej córka z dwójką synów i syn­owa z córką oraz dwoma synami.

Pod­czas naszego pobytu tam – drugiej nocy zdarzyło się coś niezwykłego. Nagle wyszłam z ciała, uniosłam się wysoko, a potem zbliżyłam się do budynku na taką wysokość, że przez przezroczysty z jakichś powodów dach widzi­ałam pier­wsze piętro i siebie, śpiącą na wer­salce z synem wtu­lonym pod moją rękę. Na drugiej wer­salce spała moja mama.

Chci­ałam się roze­jrzeć, ale usłysza­łam głos, a właś­ci­wie zrozu­mi­ałam skierowaną do mnie telepaty­czną wypowiedź:

- Proszę przekaż cioci – mojej żonie, córce i syn­owej, że jest nam tu dobrze i niepotrzeb­nie płaczą i się martwią. My jesteśmy szczęśliwi. Powiedz im, by skupiły uwagę na dzieci­ach, szczegól­nie na Janku.

Janek był najs­tarszym wnukiem ciotki, który cier­piał na wrod­zoną wadę klatki pier­siowej i miał być wkrótce oper­owany. Odparłam, że powtórzę to, o co zostałam popros­zona, nie wiem nato­mi­ast, czy ktoś uwierzy, że roz­maw­iałam ze zmarłym wujkiem?

Na to padła odpowiedź:

Przeżyłeś coś podob­nego? Napisz do nas: Ten adres pocz­towy jest chro­niony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włącze­nie w przeglą­darce obsługi JavaScript.

- Wymyślę coś, żeby uwierzyli.

Po chwili znalazłam się z powrotem w swoim ciele, całkiem rozbud­zona. Sprawdz­iłam od razu, czy syn leży w takiej pozy­cji, w jakiej go widzi­ałam z góry i zaczęłam zas­tanaw­iać się, czy mi się to przyśniło, czy przy­darzyło naprawdę.

Rano nasze zdzi­wie­nie było ogromne. Kiedy wes­zliśmy do kuchni, na jej środku leżał duży, ręcznie mal­owany talerz. Nie potłukł się, choć wisiał na solid­nym haku jako ozdoba na cen­tral­nej ścianie.

Naty­ch­mi­ast sko­jarzyłam obiet­nicę wujka, że coś na dowód naszej roz­mowy wymyśli i powiedzi­ałam o wszys­tkim rodzinie. Cio­cia i jej córka rozpłakały się, a później zro­biła to również syn­owa, ale ona chyba nie do końca wierzyła w to, co mówię.

Niedługo potem Janek został zoper­owany – wypros­towano mu zapad­niętą klatkę pier­siową. Oper­acja, zdaniem lekarzy, udała się, ale skrzep się urwał i trze­ciego dnia Janek umarł. Do rzędu mogił rodzin­nych dołąc­zono czwartą.

Cią­gle się zas­tanaw­iam, co jeszcze w jego sprawie można było zro­bić. Czy ist­ni­ała szansa uniknię­cia kole­jnego pogrzebu, czy też wujek powiedział mi to tylko dlat­ego, by rodz­ina przes­tała się martwić i lep­iej zniosła kole­jne odejście?

J.

* Opowieść ukazała się w rubryce Dotknię­cie Niez­nanego, gdzie od lat pub­liku­jemy relacje świad­ków zdarzeń para­nor­mal­nych i niezwykłych.

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglą­darce. Więcej infor­ma­cji w Poli­tyce pry­wat­ności.