Przeżyłam śmierć współdzieloną

Doty­chczas o tej his­torii wiedzi­ała tylko moja najbliższa rodz­ina. Zdarzyło się to kilka lat temu, dokład­nie 21 listopada 2007 r., a ja miałam wów­czas 32 lata. Było kilka minut po 22. Poszłam nalać wody do wanny, a gdy już położyłam się w niej i odprężyłam, przed moimi oczami (otwartymi) pojawił się nagle obraz…


Niez­nany Świat 12/​2017

Najpierw ujrza­łam wzgórze porośnięte soczys­tozieloną trawą, całe w promieni­ach słońca, choć tak naprawdę niebo było zach­mur­zone. Po prostu wszys­tko lśniło jas­nymi, wyrazistymi bar­wami. Wiedzi­ałam, że oglą­dam to oczami mojej babci, tak jak­bym wniknęła w nią, w jej ciało.

Pod­chodz­iłam pod wzniesie­nie porośnięte trawą i od szczytu dzieliło mnie kilka kroków. Nie mogłam się doczekać, przeczuwa­jąc, że za wzgórzem musi roz­taczać się piękny widok.

Nagle jed­nak usłysza­łam w głowie głos (jakby ktoś porozu­miewał się ze mną telepaty­cznie), mówiący: Nie, jeszcze nie teraz. Zrozu­mi­ałam, że nie mogę zobaczyć tego, co za wzgórzem, bo, póki co, nie jest to przez­nac­zone dla moich oczu, nie nad­szedł jeszcze czas.

Po chwili obraz zmienił się. Szłam ulicą między starymi przed­wo­jen­nymi kamieni­cami (przy­pom­i­nam, że cały czas widzi­ałam to oczami mojej babci, jak­bym to ja była nią). Wiedzi­ałam, że idę do domu, w którym się urodz­iłam (ja — to znaczy babcia).

Nagle po lewej stronie, w dużej półokrągłej bramie, zauważyłam kilka sto­ją­cych osób. Zwró­ciłam się twarzą w ich stronę, bo machali do mnie tak, jak­byśmy się znali i jakby na mnie czekali. Wtedy ich rozpoz­nałam! To była moja rodz­ina: dwaj bra­cia, ojciec trzy­ma­jący pod rękę młodą kobi­etę i mój mąż. Wszyscy panowie w gar­ni­tu­rach i białych koszu­lach. Stali na progu mojej kamienicy uśmiech­nięci, zad­owoleni. Cieszyli się z naszego spotkania.

Przeżyłeś coś podob­nego? Napisz do nas: Ten adres pocz­towy jest chro­niony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włącze­nie w przeglą­darce obsługi JavaScript.

Młoda kobi­eta w sukni ślub­nej, trzy­ma­jąca w jed­nej dłoni bukiet, poma­gała, przy­wołu­jąc mnie do siebie, po czym powiedzi­ała: - Chodź, Władka. Tak długo na ciebie czekaliśmy!

W tym momen­cie wizja urwała się i domyśliłam się, że bab­cia właśnie przeszła na drugą stronę i pokazała mi ten moment. Nie mieszkałam z nią: mimo, że żyłyśmy w jed­nym mieś­cie, dzieliło nas kilka dziel­nic. Zadz­woniłam do mamy i do ciotki (która z bab­cią zamieszki­wała), ale żadna nie ode­brała telefonu.

Następ­nego ranka mama odd­z­woniła, mówiąc, że bab­cia nie żyje, odeszła wiec­zorem, kilka minut po 22. Rozpłakałam się, bo dotarło do mnie, że fak­ty­cznie pokazała mi swój moment prze­jś­cia i osoby, które czekały na nią po drugiej stronie. O swo­jej wizji opowiedzi­ałam mamie, a ta streś­ciła ją ciotce, która jeszcze przed pogrzebem pokazała mi stary rodzinny album i zapy­tała, czy rozpoz­naję na zdję­ci­ach osoby, które w wizji czekały na bab­cię przed jej rodzinną kamienicą. Gdy zaczęłam oglą­dać te fotografie, zro­biło mi się gorąco. Bez trudu wskaza­łam dwóch braci babci i jej ojca. Nato­mi­ast kobi­ety w sukni ślub­nej nie było. Okazało się, że chodz­iło o prabab­cię, która zmarła w 1926 r. (w wieku 21 lat). Pochowano ją właśnie w stroju panny młodej (nie wiedzi­ałam o tym wcześniej, bo nie zachowała się żadna fotografia).

Wiec­zorem, w dniu poprzedza­ją­cym pogrzeb, pogrążona w roz­paczy i smutku, usłysza­łam w myślach bardzo wyraźnie głos babci, który mówił: Nie płacz. Spłynął na mnie wielki spokój. Momen­tal­nie przes­tałam roz­paczać, uspokoiłam się. Miałam pewność, że wszys­tko jest dobrze. Na pogrze­bie czułam obec­ność zmarłej i wiedzi­ałam, że nie ma potrzeby ronić łez.

Chcę jeszcze dodać, że bab­cia nie chorowała. Zmarła nagle w wieku 85 lat. Po prostu powiedzi­ała, że chce się na chwilę położyć. Po 5 min­u­tach już nie żyła.

Mam wraże­nie, że ta wizja oznaczała dla mnie moment graniczny, który uru­chomił wiele innych zdarzeń, jakie się potem wydarzyły i dzieją się do teraz. Mogę powiedzieć, że moja świado­mość uległa posz­erze­niu: wyczuwam obec­ność zmarłych. Nie widzę ich, ale wiem, kto przyszedł i po co. To jed­nak temat na zupełnie inną opowieść.

Agnieszka S.

Poz­nań

* Opowieść ukazała się w rubryce Dotknię­cie Niez­nanego, gdzie od lat pub­liku­jemy relacje świad­ków zdarzeń para­nor­mal­nych i niezwykłych.

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglą­darce. Więcej infor­ma­cji w Poli­tyce pry­wat­ności.