Duch uzewnętrzniany na łamach Nieznanego Świata

czyli garść metafizycznych refleksji z okazji wydania dwusetnego numeru

Autor: Krystyna Kruczyńska

Gdy niedawno przeglądałam archiwalne numery NŚ, w jednym z nich moją uwagę przykuł artykuł redaktora naczelnego, Marka Rymuszko, którego treścią był sprzeciw wobec powszechności propagowania w mediach, zwłaszcza w TV przemocy, a ilustrujące go zdjęcie prezentowało dwie wieże World Trade Center. Działo się to – dodam – wiele miesięcy przed terrorystycznym atakiem z 11 września 2001 na Nowy Jork.

Od tego momentu zaczęłam patrzeć na cały dorobek redakcji jako swoistą pracę jasnowidzów.

Machinalnie wyciągnęłam wydanie miesięcznika nr 9 z 2001 r. (w sprzedaży było od 20 sierpnia!). Otwiera je wstępniak o ewidentnie profetycznym tytule: DOM PRZYSZŁOŚCI bez przyszłości i z podtytułem To, co już w punkcie wyjścia nie ma duszy, jest skazane na nieuchronną porażkę. Wewnątrz numeru wydrukowano list Bartosza Ogonowskiego ze Szczecina o hańbie, jaką jest zabijanie zwierząt dla zabawy. Z tego, co pamiętam z programów Discovery, uczestnikiem samolotowej tragedii związanej z atakiem na WTC był m.in. lotnik o takim właśnie nazwisku. W tym samym wydaniu mamy fotoreportaż z seansów spirytystycznych z fruwającymi meblami opatrzony hasłem Roztańczony pokój pana Türcka. Oprócz sesji mediumistycznej meble mogą tak fruwaćtylko w czasie katastrofy.

A miesiąc wcześniej, na kilka tygodni przed nowojorskim zamachem Nieznany Świat wydrukował całostronicowy apel – protest przeciwko nieludzkiemu traktowaniu kobiet przez afgańskich talibów!!

OkładkaSetkaNo i ten sympatyczny manifest Moniki Conrad z Francji o potrzebie ogłoszenia Tygodnia Przyjaźni... Dziś przypominają się marsze protestacyjne na całym świecie podejmowane tuż po nowojorskiej tragedii.

Dla równowagi i gwoli uspokojenia swej, być może nadwrażliwej, wyobraźni sięgam po numery Nieznanego Świata wydane 5 lat wcześniej. Tu od razu rzuca się w oczy zestaw wypowiedzi o snach czytelniczki pisma, Pani Jadwigi Sułek, których treścią było jej jakby inne życie; życie na planecie, gdzie świeciły dwa słońca. Autorka relacji miała zginąć tam w katastrofie. Na wszelki wypadek wydobywam z archiwum kolejny numer, tym razem 10/1996, który w sprzedaży był już od przełomu drugiej i trzeciej dekady września 1996, i od razu pytam samą siebie, gdzie kończy się przypadek, a zaczyna uczuciowa interpretacja? Niestety, nie wiem! W tym bowiem numerze Joanna Burakowska publikuje niesamowity artykuł o włoskim fenomenie parapsychicznym Gustavo Rolu. Ów niezwykły człowiek odszedł również we wrześniu (dokładnie 21.) 1994 r., mając w tym momencie 90 lat. To właśnie on twierdził, iż Bóg stworzył człowieka z nieuzewnętrznionym duchem, a naszym zadaniem jest go uzewnętrznić i rozwijać. Sam miał po temu wyjątkowe możliwości, a do jego „zwyczajnych” umiejętności należały nawet materializacje przedmiotów. Filozofia interpretacji parapsychologii, jaką pozostawił po sobie Gustavo Rol, zadowoli wielu swą prostotą, a jednocześnie łatwo da się przenieść na bardziej uwspółcześnione pojęcia, takie jak pole morfogenetyczne czy monroowski opis świata niefizycznego.

15 latOkładkaDla złapania „równowagi duchowej” zaglądam w owym 10/1996 do kącika filmowego, odnotowując iż Gustavo Rol zacumował na Statek do Wieczności Ozyrys bodaj w stopniu komandora. I oto przekonuję się, że Filmoteka w sygnalizowanym wydaniu NŚ bardzo ciekawie opowiada o... ODYSEI KOSMICZNEJ, te zaś – co może nie wszyscy pamiętają – w ekranowym wydaniu były dwie. Pierwsza pochodzi z 1968 r., jest autorstwa Stanleya Kubricka, a w tytule ma rok 2001! Druga datowana jest na rok 1984, jej twórcą okazuje się Peter Hayms, a w jej tytule widnieje rok 2010!! Czy to także oznacza artystyczną zapowiedź jakichś ważących ziemskich wydarzeń w przyszłości? Trudno powiedzieć. Odnotujmy natomiast z uwagą, że w drugiej z Odysei kosmicznych nad Ziemią zaczynają świecić dwa słońca, tak jak nam od 2001 r. zaczęły niejako „świecić” (w sensie symbolicznym) dwie wieże WTC.

W Odysei 2001 amerykański statek kosmiczny Discovery wyrusza w stronę Jowisza, aby dokonać tam pierwszego ludzkiego lądowania. Niestety, zamysł ten nie udaje się, a załoga, włącznie z komandorem w tajemniczy sposób znika. W Odysei 2010 Amerykanie podejmują próbę zrozumienia sensu i przyczyn dawnej katastrofy. Budują nowy pojazd Discovery, ale i on dziwnie szwankuje. W końcu mieszana załoga amerykańsko-rosyjska wyrusza w stronę Jowisza na statku Leonow (tu dodam od siebie, że Leonow to nazwisko pierwszego człowieka w historii astronautyki, który dokonał spaceru w Kosmosie), po czym następuje seria osobliwych wydarzeń: lądowanie z księżyca Europa przenosi się na księżyc Io, pojawia się też zwizualizowany duch komandora zaginionego niegdyś statku, który prosi o opuszczenie przez Discovery i Leonowa okolic Jowisza, bo coś się stanie. Pojazdy wycofują się w ostatniej chwili, a chwilą tą jest wybuch na Jowiszu, który przeobrazi go w drugie słońce nad naszą planetą. Nad wszystkimi tymi sytuacjami unosi się jakby duch Obcych, pomagając Ziemianom, ja zaś, chcę tego czy nie, cały czas uświadamiam sobie, że od tytułowego roku 2001 nad całą Ziemią smutno świecą dwa słońca wież WTC...

Wielu zastanawiało się nad symboliką przemiany Jowisza w słońce nie poprzez zwykłą reakcję chemiczną, lecz mnożenie czarnych prostokątnych monolitów (przypomnijmy, że czarny prostokątny monolit odnaleziony na Księżycu stanowi kluczowy element Odysei kosmicznej 2001 S. Kubricka – przyp. red.). Dla mnie to płyty nagrobne.

Moje kolejne skojarzenie z Jowiszem i parapsychologią prowokuje informacja wyczytana w książce, potem zaś potwierdzona w jednym z programów TV Discovery, że o tym, iż Jowisz jest otoczony pierścieniami, ludzkość dowiedziała się dzięki niefizycznym podróżom w Kosmos medium Ingo Swanna. Wiadomość tę traktowano jako niewiarygodną do momentu pojawienia się w pobliżu tej planety sondy i sfotografowania wspomnianych pierścieni, które nie były widoczne przez ziemskie teleskopy.

Zdaję sobie sprawę, że wszystko to są bardzo osobiste i subiektywne skojarzenia, które każdy z nas ma inne. Mimo to twierdzę, iż o ludziach redagujących Nieznany Świat możemy śmiało mówić jako o osobach wyjątkowo medialnych.

Ze szczególną niecierpliwością czekałam na numer 10 z 2006 r. wydany rok po jubileuszu 15-lecia pisma. Także on okazał się cudownie medialny. Zamieszczony tam artykuł redaktora naczelnego, będący sprzeciwem wobec brutalizacji życia, nosi tytuł Miara człowieczeństwa, a cytat z pierwszej w tym numerze – zaraz po wstępniaku – publikacji o prekognicji dobrze oddaje to, o co mi chodzi. Otóż badacze o nazwiskach Brier i Tyminski doszli do wniosku, że skoro teoria informacji ma zastosowanie we wszystkich rodzajach informacji... również prokognicja musi podlegać jej regułom... Informacja (prekognicyjna) może stanowić bardzo słaby sygnał docierający do wszystkich lub do większości, zwykle jednak zatopiony we wszechobecnym szumie. Ja – wypowiadając się o tragedii WTC – staram się pokazać ten sygnał, wyłapywany, jak się okazuje, przez całe lata.

Podobnie medialnie brzmi tytuł artykułu Andrzeja Szmilichowskiego Spektakl trwa, kto go gra?, a odpowiedzią nań wydaje się być publikacja w Okruchach Wszechświata Łukasza Zasławskiego Kosmos ukrywa białe dziury. Pamiętam, że kiedy przed laty po raz pierwszy czytałam prace Roberta Monroego, stwierdziłam, iż właściwie nie ma w nich niezgodności z problemami, którymi zajmuje się nauka. Jedyna mała rozbieżność w sferze wiedzy astronomicznej dotyczyła właśnie białych dziur, o których nigdy nie słyszałam. I oto okazuje się, iż owa, być może pierwotnie monroowska koncepcja znalazła się już w polu zainteresowań niektórych teoretyków astronomii charakteryzujących się szerokimi horyzontami myślowymi. Paranoja epoki postępu – tytuł artykułu dr. Janusza Kołodziejczyka, ale traktowany tylko jako symbol rozumienia zjawisk nazywanych niefizycznymi doskonale mi tu pasuje!

A wśród listów czytelników szczególnie rzuca się w oczy korespondencja poświęcona zupełnie nowej sprawie: traktowania indyjskiego mistyka Omgurudeva przez polskie władze. Szczególnie wypowiedź psychiatry z Gdańska, dr Janusza Szelugi doskonale tę paranoję diagnozuje. Można bowiem i trzeba zadumać się nad tym, jak polski taliban odnosi się do Hindusów i jakie do tego dorabia tłumaczenia niekoniecznie wysokich lotów intelektualnych (o ile o takowych „lotach” w ogóle można mówić).

Wspomniany nr 10 jakby zamyka filmoteka poświęcona Egzorcyzmom Emily Rose. Jej tytuł brzmi: Wątpić znaczy poszukiwać. Gdy zaś dodatkowo zwrócimy uwagę, iż głównymi postaciami tego filmu są: ksiądz oskarżony o kontakty z demonami, dziennikarka skłonna w nie wierzyć i prokurator kpiący z takich interpretacji (jakby uosobienie współczesnego naukowego betonu), a jednocześnie odnotujemy wiadomości polityczne z tamtego okresu, łatwo dostrzeżemy, że najważniejszym z tego punktu widzenia problemem stał się wówczas atak na papieża Benedykta XVI za wypowiedź na temat religii muzułmańskiej, i to pomimo iż odwołał się on jedynie do cytatów ze średniowiecznej literatury. Wyciągam stąd wniosek, iż wybór przez redakcję tego akurat filmu do recenzji i decyzja o druku wspomnianej publikacji (która przecież musiała zapaść o wiele wcześniej) w tym akurat momencie były ewidentnie podyktowane przez informację o charakterze prekognicyjnym.

Swoją analizę mogłabym kontynuować jeszcze bardzo długo. Przytoczyłam jednak, jak sądzę, dostatecznie wiele argumentów na rzecz tezy, że redakcji Nieznanego Świata należałoby przyznać nagrodę medialnego medium prasowego. Tylko kto miałby to uczynić? Zapewne Czytelnicy. Ja w każdym razie chciałabym tą drogą podziękować i pogratulować naszemu pismu tego, co robi na co dzień.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.